Z discmanem w kieszeni

Skonstruowanie analogicznego mobilnego odtwarzacza płyt CD, który opierałby się o wysłużony koncept walkmana, było czymś zupełnie naturalnym. Nie należy się zatem dziwić, że w pierwszej połowie lat 90. discman był najżywiej komentowaną innowacją na rynku systemów audio.

Zasilany bateriami sprzęt był płaski, mieścił się w kieszeni i można było go wszędzie ze sobą zabrać. Jadąc na wakacje nie byliśmy już skazani na walkmana i kasety ze zgranymi z płyt utworami. Wystarczyło zaopatrzyć się w specjalne etui mogące pomieścić kilkanaście kompaktów, do torby schować discmana i ruszyć w podróż.

Jakość dźwięku była porównywalna z tą oferowaną przez stacjonarny sprzęt Hi-Fi. Discman stał się szybko symbolem pokolenia ówczesnej młodzieży. Kojarzył się z młodością, dynamiką i aktywnym trybem życia.

Chętnie sięgali po niego sportowcy, rolkarze czy skejci. Wkrótce pojawiły się ciekawe udoskonalenia, na przykład modele odporne na wstrząsy, które początkowo potrafiły sprawiać użytkownikom problemy. Technologia miała się dobrze mniej więcej dekadę.